czwartek, 8 września 2016

Mroczniejszy odcień magii - V.E. Schwab - (recenzja)


Magia jest tak naprawdę piękną chorobą

Jednym z najgłośniejszych wydarzeń tego lata jest pojawienie się na polskim rynku wydawniczym Mroczniejszego odcienia magii autorstwa Victorii Schwab. Ta tak bardzo zachwalana przez zagranicznych blogerów i booktuberów pozycja spotkała się z ogromnym zainteresowaniem ze strony rodzimych czytelników. Oczarował ich pomysł autorki na stworzenie czterech równoległych Londynów, no i nie ukrywajmy – genialna, niezwykle sugestywna okładka. A jaka w rzeczywistości jest powieść Schwab? Czy aby tak dobra, jak nas przekonywano?

Cztery Londyny – Biały, Czarny, Szary, Czerwony i tylko dwóch antarich – ludzi potrafiących przemieszczać się między nimi. Jednym z nich jest Kell, wysłannik Czerwonego Londynu, a zarazem drobny przemytnik. W jego ręce wpada przedmiot pochodzący z Czarnego Londynu, upadłego miasta, którym zawładnęła magia. Chłopak musi uciekać. Na swojej drodze spotyka Lilę Bard – żądną przygód złodziejkę. Przyjdzie im wspólnie stawić czoła wielu niebezpieczeństwom i zapobiec najgorszemu – zniszczeniu wszystkich światów.

Powieść Schwab niewątpliwie wyróżnia się na tle innych pozycji. Choć magia jest czymś bezcielesnym i abstrakcyjnym, autorka nie bała się zagłębić w ten temat. Na potrzeby książki wymyśliła własne zaklęcia, talizmany czy znaki wycinane na skórze, mające specyficzne właściwości. Ponadto bardzo precyzyjnie opisała, jak w świecie, który wykreowała, działają czary. Brawa dla niej, że nie uciekła od tematu, tylko postanowiła zmierzyć się z tak złożonym zjawiskiem, jakim jest magia.

Co prawda ani Kell, ani Lila nie dołączą do grona moich ulubionych bohaterów literackich, ale zgodzę się, że to barwne i niepowtarzalne postaci. Choć obydwoje wiele przeszli, nie użalają się nad sobą, są silni i odważni. Bardzo się cieszę, że autorka nie rzuciła tych ich sobie w ramiona już po kilkunastu stronach, że nie poszła w kierunku przewidywalnego i sztucznego romansu. Między Kellem i Lilą coś zacznie się dziać, owszem, ale będzie to bardzo naturalne i spokojne. To nie jest jedna z tych książek, w której bohaterowie wyznają sobie miłość aż po grób po pierwszym spotkaniu. Kolejny punkt dla Schwab.

Kell i Lila mnie nie zachwycili, ale jestem pod wrażeniem kreacji Hollanda, bliźniaków władających Białym Londynem oraz księcia Rhy’a. Astrid i Athos urzekli mnie swoją bezwzględnością i mimo panującej w ich królestwie bieli – czarnymi jak węgiel duszami. Wciąż nie wiem co myśleć o Hollandzie. Momentami mu współczułam, innym razem go nienawidziłam, a czasem lubiłam. Biorąc pod uwagę fakt, że pojawił się w powieści tylko kilkakrotnie, Schwab odwaliła kawał dobrej roboty, czyniąc go tak złożoną postacią. A co z Rhyem, przyszywanym bratem Kella mieszkającym w Czerwonym Londynie? To pozornie do bólu stereotypowy książę – przystojny, lubiący dobrą zabawę. Jednak ma też sporo innych cech. Całym sercem kocha Kella, jest wyrozumiały i litościwy. Jeśli fabuła powieści Schwab do was nie przemawia, zainteresujcie się nią choćby ze względu na bohaterów. Z ich tworzeniem autorka radzi sobie wprost wybornie.

Do sięgnięcia po Mroczniejszy odcień magii zachęcił mnie między innymi fakt, że miejscem akcji miał być Londyn, i to w czterech odsłonach. Oczekiwałam więc, że książka będzie jeszcze bardziej przesiąknięta atmosferą tego miejca, ale niestety się pomyliłam. Gdyby nie nazwa miasta i kilka nawiązań do Tamizy, nie miałabym pojęcia, gdzie toczy się akcja. Nie powiem, żebym ani trochę nie odczuła londyńskiego ducha, ale nie tego się spodziewałam po aż czterech Londynach. Liczę, że w kolejnym tomie kreacja świata będzie na wyższym poziomie i że na parę dni w myślach przeniosę się do stolicy Wielkiej Brytanii.

Fabuła pierwszego tomu tej nowej na polskim rynku trylogii nie oczarowała mnie. Książka ma około 400 stron i dość krótkie rozdziały, a mimo to dłużyła się. Akcja toczyła się niekiedy zbyt wolno, brakowało mi w niej również jakichś większych zwrotów i po prostu czegoś „wow”. Pod względem fabuły autorka nie pokazała niczego świeżego, a szkoda, bo w czterech równoległych Londynach mogło przecież wydarzyć się wszystko...

Nie do końca rozumiem zachwyty nad pierwszą wydaną w Polsce powieścią Schwab. Zgodzę się, że to dobra książka, ale moim zdaniem do miana rewelacyjnej sporo jej brakuje. Gdybym miała ją do czegoś porównać, wybrałabym szkic obrazu, który jak wiadomo raczej nie olśniewa, ale po wypełnieniu barwami diametralnie zmienia swój wygląd. Podobnie jest według mnie z Mroczniejszym odcieniem magii. Przynajmniej jak na razie uważam to za szkic, coś nieidealnego, niedokończonego, lecz z ogromnym potencjałem na arcydzieło. Może nie z niecierpliwością, ale za to ze sporym zaciekawieniem wyczekuję kolejnych tomów. Mam nadzieję, że spodobają mi się bardziej.

Moja ocena:6/10


Recenzja powstała we współpracy z portalem efantastyka.pl 

Za egzemplarz recenzencki jeszcze raz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka 





Tytuł:Mroczniejszy odcień magii
Autor:Victoria Schwab
Wydawnictwo:Zysk i S-ka
Data wydania:11.07.2016




Jest w końcu recenzja :D Książka mi się podobała, ale jeszcze czegoś mi w niej brakowało. Czytaliście już ją? Jak wrażenia? :)

14 komentarzy:

  1. Wiele słyszałam o V.E. Schwab. Wszyscy zachwycają się jej stylem pisania, ale chyba jednak nie jest to coś dla mnie. Pozdrawiam :)
    moonybookishcorner.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwszym tomie mam podobne odczucia co Ty, ale liczę, że autorka w kolejnych tomach się rozkręci, i ze następne części będą już "moje" :)

      Usuń
  2. Nie słyszałam o tej książce. Uwielbiam magię, ale kurcze jakieś talizmany czy jakieś znaki na skórze to dla mnie za wiele. Raczej nie sięgnę po tą książkę, ale recenzja bardzo ciekawa ;)

    Pozdrawiam!
    http://czarodziejka-ksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest jakoś bardzo udziwniona pod względem magii, ale rozumiem, że są sobie odpuszczasz ;)

      Usuń
  3. Pierwszy raz słyszę o tej książce. Nie wiem czy ją przeczytam, może kiedyś, nic pewnego. :)
    Pozdrawiam, Nat z osobliwe-delirium.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem :) Według mnie (przynajmniej 1 tom, zobaczymy jak bedzie z resztą) to nie jest jakieś must read.

      Usuń
  4. Miałam podobne odczucia odnośnie bohaterów - pierwszoplanowi mnie nie zachwycili, ale Holland oraz Rhy zapowiadali się bardzo intrygująco - szkoda tylko, że było ich tak niewiele. Książka też mnie nie zachwyciła - niewątpliwie spodziewałam się czegoś lepszego, ale też na pewno sięgnę po kontynuację :)
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Zachwytów było co nie miara, a książka nie jest jakaś wybitna :) Zobaczymy jak sytuacja rozkręci się w następnych tomach.

      Usuń
  5. Nie słyszałam jeszcze o tej serii, ale Twój opis jest intrygujący. Podejrzewam, że mi nie przeszkadzałby aż tak brak londyńskiej atmosfery, chociaż fajnie byłoby poczytać coś z dobrze wykreowanym światem. Ale chyba magia — o której wspominasz — ratowałaby utwór pod tym względem. Skoro jest nowa na rynku i tak zachwalana, sama mam ochotę przekonać się, jak z nią jest naprawdę ;) Ech, ten marketing szeptany...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magia jest naprawdę na wysokim poziomie. Jeśli zdecydujesz się przeczytać tę książkę, daj znać czy Ci się spoodbała :)

      Usuń
  6. W wolnej chwili sięgnę po tą książkę, bo chociaż Twoje recenzja nie jest do końca pozytywna to w jakiś sposób zaintrygował mnie świat i bohaterowie przedstawieni w „ Mroczniejszym odcieniu magii”.

    Pozdrawiam,
    czytaniamania.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę, że Tobie spodoba się bardziej :)

      Usuń
  7. 6/10 to nie taka zła ocena, jednak jak na razie, powstrzymam się od czytania tej książki. Skoro mówisz, ze książce brakuje tego "wow" i że strasznie Ci się dłużyła, odpuszczę ją sobie...
    Recenzja naprawdę ciekawa, masz cudowny styl pisania, po prostu się rozpływam! :D

    Na Twojego bloga wpadłam całkiem przypadkiem, ale nie zamierzam wypadać! Uwielbiam blogi, które mają mniej obserwatorów. Zwykle prowadzą je rzetelniejsi blogerzy i są bardziej pomysłowi! :D
    Także wielkie ukłony w Twoją stronę! Dodaję do obserwowanych, postaram się wpadać jak najczęściej! :))

    Ściskam,
    Izzy z Heavy Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy książka mi się podoba, zwykle daję 7/10. Tutaj coś nie zagrało, stąd ta ocena. Po prostu po tylu pozytywnych rekomendacjach liczyłam na coś więcej. Może jakoś "bardzo, bardzo" mi się nie dłużyła, ale jest dość lekką książką i sądziłam, że przeczytam ją zdecydowanie szybciej. Ogromnie dziękuję za miłe słowa! Od razu chce się pisać :) Do Ciebie także z chęcią zajrzę.

      Usuń